sobota, 23 listopada 2013

Mark i kły. część pierwsza.

-To tyle na dziś. Dziękuje za lekcje.- radośnie zakwiczał wysoki mężczyzna trzaskając książką o swoje palce, powodując tym grymas na twarzy. Robił tak zawsze, lecz do tej pory nikt nie wie dlaczego. Klasa powoli się wyludniała, a ławki lśniły czystością. Darzył szacunkiem uczniów, a uczniowie go. Nikt się nie bał tego nauczyciela, wręcz przeciwnie, każdy go ubóstwiał. Przyjemnie prowadził zajęcia, mało zadawał. Jednym słowem - Nauczyciel Doskonały.  Zaczął błądzić oczami po pomieszczeniu. Gdy natknął się na trzy rudawo-brązowe czupryny, ze Slytherin'u uśmiechnął się szatańsko, a jego oczy zrobiły się wściekle czerwone.

    Katie, Nicole i Rose, trzy przyjaciółki, Ślizgonki. Wszystkie są córkami Śmierciożerców, z resztą jak połowa dzieciaków w Slytherin'ie. Poznały się tu, w Wielkiej Sali, przy stole. Pierwsze spotkanie, dokładnie w miejscu, gdzie od siedmiu lat tkwi talerz zrumienionych tostów. Było to ich "stałe" miejsce. Kolejnego ranka, usiadły w tym samym miejscu. Dokładnie na przeciwko stołu nauczycielskiego, gdzie mogły przeszywać wzrokiem każdego z nich. Dumbledore jak zwykle patrzył na każdego z uczniów, dbając by niczego im nie zabrakło. Minerwa plotkowała z Aurorą o tym jak to jej ciężko, babskie plotkary. Wszystko wyglądało prawie tak samo, pomijając fakt, że Mistrz Zaklęć katował swojego pomidora. Wielki, mosiężny zegar wybił godzinę ósmą, a stada różnobarwnych sów wleciało przez wszystkie okna. 

   
    - To nie jest śmieszne.- Nicole zaprotestowała, masując skronie.
- Oj, daj spokój. To jak ta sowa rudzielców cię zdzieliła po głowie było zabawne.- Rose w pocieszeniu poklepała ją po głowie. Trzy przyjaciółki wstały od stołu i skierowały się w stronę wyjścia, zatrzymał je piskliwy głos. 

   - Kate! Kate! Nicol! Rose! - Wykrzyczała zdyszana dziewczyna zgięta w pół podpierająca się o kolana. Dziewczyny automatycznie obróciły się w jej stronę. Była to Natalie. Ślizgonka czystej krwi, która na piersi dumnie nosiła odznakę Prefekta Naczelnego. Żebyście zobaczyli minę Hermiony kiedy dowiedziała się o tym kto nim został. Natalie była piękną kobietą dlatego zmieniała chłopaków jak skarpetki. Włosy dziewczyny płynnie falowały z każdym jej ruchem. Zazwyczaj nosiła sukienki bez dekoltu sięgające nie dalej niż do kolan. Natalie miała trudny charakter, można było wiele o niej powiedzieć i równie dużo jej zarzucić. Często była kapryśna i surowa, ale kiedy przyszło co do czego niechętnie okazywała dobroć.
 - Co się dzieje?- Spytała jedna z dziewczyn.
- Pokój życzeń... szybko... - odparła kasztanowłosa teatralnie się prostując.
   Minęły kręte korytarze, schody i inne alejki, aż doczłepały się do Pokoju Życzeń. Kate stanęła przed wielkimi drzwiami, które lekko pchnęła. Spojrzała w dal i stanęła murem.
- Co jest?- Wyszeptała Ślizgonka o brązowych oczach. Nicole była najniższa z gromady, ale za to Merlin odpłacił się jej urodą. Zawsze miała rozpuszczone włosy, a grzywkę miała spiętą.

 Rose pchnęła drzwi mocniej i weszła sama do środka. Lekko postukiwała obcasami i machała różdżką. Pomieszczenie wypełniło białe światło, a reszta dziewczyn została wessana do środka.

piątek, 22 listopada 2013

Zemsta.

Witaj czytelniku. To nowa miniaturka. Nie zwariuj czytając. Przesiąka idiotyzmem. Sevmione.
     / Uzależniona Magią.

For : Limannova
_______________________________________________
 Hermiona Granger, uczennica ostatniego roku, najprawdopodobniej najmądrzejsza kobieta od czasów Roveny Ravenclaw zmieniła się nie do poznania. Jej busz na głowie zmienił się na piękne, kasztanowe loki spadające kaskadami na ramiona, wielkie oczy nabrały charyzmy a usta od paru miesięcy podkreślone zostawały czerwono-krwistą szminką. Z szafy zniknęły porozciągane swetry i jeansy, a zamiast ich nosiła nieśmiertelny, już, ubiór. Czarna zwiewna koszula, czarne leginsy oraz czarne botki na obcasie. Cóż, z charakterem było podobnie - czarny. Jedynym co nie zmieniło się w Gryfonce był zapał do nauki.
  

 - Hermiono Jean Granger. Masz mi natychmiast powiedzieć co z tobą jest! - krzyknął rudowłosy chłopak prosto w twarz Wiem-To-Wszystko. Wstała z zirytowaniem z czerwonego (a jakże!) fotela. W wysokich butach dorównała wzrostowi Rona. Założyła ręce na piersi.
- A co takiego miało się stać? - jej głos przesiąkał jadem.
- Co się miało stać?! Czyś ty oszalała?  Ty jesteś ze Snape'm do cholery! Zachowujesz się jak dziwka!
- Obiecałeś.. obiecałeś nie rozgłaszać. - Szepnęła kiedy cały pokój wspólny spojrzał na nią.  Wiedział, że trafił w mocny punkt. Kochała Sevrusa, ale nikt nie był zadowolony z jej wyboru. Większość przyjaciół odwróciła się od niej, najwierniejsza pozostała Ginny. Hermiona szybko podbiegła do Rudowłosej, która właśnie wróciła, bodajże z treningu, pociągnęła ją za ramię i popchnęła w stronę obrazu. Gdy już wychodziły z Pokoju Wspólnego usłyszały krzyk Rona.
- Gdzie idziesz?! Do swojego kochasia? Może w końcu zadowolisz mnie?!-  Hermiona obróciła się na pięcie, podeszła do kanapy, na której usadowił się Weasley. Zgrabnie wyciągnęła różdżkę i zaczęła obracać ją w palcach. W końcu chwyciła za trzon, a on,i ona  znaleźli się w pustym pomieszczeniu. Na ścianach lustrowała się blada czerń, a na środku pokoju stało krzesło, które zajmował najmłodszy mężczyzna rodu Weasley. Niepewnie dotykał wygrawerowanego drewna.
- Ronald, o ile orientujesz się mam już 19 lat. To znaczy .... - Spojrzała na chłopaka, jakby oczekiwała odpowiedzi.
- No oświeć mnie nic nie warta szla...
- Milcz!! - podeszła do okna i popatrzała niemo na dziedziniec szkoły.- To znaczy idioto, że mogę używać zaklęć niewybaczalnych kiedy zechcę. - Chłopak zamarł.- Jeszcze raz wypowiesz jedno słowo o mnie lub o Severusie - spłoniesz. - Wysyczała te słowa z jak największą dawką jadu, po czym wyszła z pomieszczenia.

 Drzwi do sali od eliksirów otworzyły się z hukiem. Hermiona wściekła wparowała na lekce z piewrszorocznymi. Szybko podbiegła do swojego kochanka i pociągnęła go za kawałek szaty, po czym wywlokła go do sąsiedniego pomieszczenia.
- Co jest? - spytał zdezorientowany
- Wtorek - warknęła - pożycz mi swoje księgi. Te z czarną magią.
- Zwariowałaś? Miona! Masz dopiero niespełna 20 lat!
- Ech.. Może taki argument cię pobudzi- mruknęła po czym wpiła się w jego usta rozpinając pierwsze guziki jego szat. Odepchnął ją lekko i wyszedł. Wrócił po kilku sekundach.
- Gdzie...
-Chyba nie chcesz się kochać na oczach uczniów, czy to twój taki fetysz?- Mruknął rozbawiony zatapiając się w włosach kobiety. Jego ręce wędrowały po jej plecach zataczając koła. Ich usta stykały się ze sobą, by po chwili pogłębić pocałunek. Snape chwycił ją za pośladki wynosząc ją ze składzika na eliksiry. Usadził ją na jego biurku po czym stanął między jej kolanami. Lekko pieścił i przygryzał płatki jej ucha szepcząc czułe słowa. W odpowiedzi dostawał jedynie pomruki przyjemności. Gładził jej polik na przemian drażniąc go paznokciem. Mistrz przeniósł się na obojczyki kochanki. Tym czasem Hermiona próbowała uporać się z szatami obojga. Powoli zaczęła rozpinać swoją bluzkę, by po chwili zrobić to samo z szatą oraz koszulą Severusa. Popatrzyli się na siebie przez ułamki sekund i ponownie złączyli swoje usta w namiętnym, ale gorącym pocałunku. Palce Mistrza Eliksirów powędrowały za plecy Gryfonki, a dokładnie na zapięcie stanika. Merlinie... Jaki idiota to wymyślił, pomyślał. Hermiona chwyciła jego nadgarstki, odpychając je od siebie, by następnie rozpiąć stanik...

Po kilku (przyjemnych) godzinach Granger wychodziła z lochów z pełnymi stertami książek.

 W Wielkiej Sali trwało właśnie śniadanie. Harry i Ron zajadali tosty z dżem a Ginny konsumowała sałatkę. Wielkie, dębowe drzwi zaskrzypiały, a przez nie wparowała Hermiona Granger. Ron spojrzał się w jej kierunku. Kiedy ich oczy się spotkały natychmiast spuścił wzrok. Dziewczyna szybko podbiegła do stołu Gryfonów, po czym zgrabnie usiadła na ławce. Na jej twarzy malowała się bezinteresowność. Na powitanie pocałowała Ginny w policzek. Sięgnęła po dzbanek z kawą, po czym nalała ją do kielicha. Jej ręka powędrowała po butelkę Whiskey, która, jak twierdzi Dumbledore, przyda się jej na odstresowanie. Zawsze trunek stoi obok najstarszej czarownicy w szkole. Szybko dolała ją do kieliszka. Zamoczyła usta w napoju, kiedy jej oczy skierowały się na Wybrańca, który wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.
- Czego, Harry?- warknęła.
 Chłopak chciał się już odezwać, lecz w ostatniej chwili przerwał mu głos dyrektora.
- Drodzy Uczniowie! W związku z pewną sytuacją muszę oznajmić coś bardzo ważnego!  Krótko, zwięźle i na temat. Panna Granger...
- Ekkhmmmkhhmmmkhh - W tym momencie cała sala odwróciła swój wzrok na Mistrza eliksirów.
- Oj! Przepraszam. Pani Snape oraz...
- Zaraz co! Jaka Pani Snape!? - Wyrwał się jeden z Gryfonów. Snape wstał.
- A to, nieuku, że Hermiona została moją żoną! Najwidoczniej wam nie ufa skoro nie wiecie. - Odparł.
- Cisza! - Krzyknął Albus.- A więc Pani Snape oraz Pani Malfoy...
- Malfoy? Mopsie, znalazłaś męża?- Wykrzyczał Ron. Ginny wstała.
- Tak się składa, Ron, że to nie Pansy znalazła męża, tylko ja!.
- Co?! Żartujesz?- Popatrzał na nią zszokowany. Dziewczyna pokiwała głową i wystawiła rękę, na której widniała złota obrączka.
- Dajcie mi do cholery dokończyć! Pani Snape i Pani Malfoy zostają przypisane z Gryfindoru do Slytherinu...
Ron i Harry runęli na ziemię. Zemdleli. Hermiona wstała od stołu i podbiegła do męża. Usiadła na nim okrakiem tłumiąc szepty uczniów całej sali.
- Ale dziś dzień niespodzianek - szepnął jej do ucha.
- Mam jeszcze jedną niespodziankę.
- Mhm?
- Jestem w ciąży....