środa, 31 lipca 2013

Potwierdzona informacja

Dla "MedulliOblongaty"


Lovegood Luna. Lat osiemnaście. Pełnoletnia, a jednak wykazująca niepokojące zachowania osoby niespełna rozumu. Wygadująca podejrzane rzeczy, wyssane z palca. Członkini Zakonu Feniksa, Krukonka.  
Rookwod Augustus. Lat czterdzieści osiem. Rozważny, choć potencjalnie nienormalny. Śmierciożerca, o paskudnych pobudkach. Niewymowny w Ministerstwie, podwójny agent pracujący dla Voldemorta. Ślizgon.

Teraz, gdy mamy za sobą wprowadzenie, przedstawiające podejrzanych, możemy przejść do rzeczy. Luna Lovegood nigdy nie była normalną dziewczyną. Augustus Rookwod również nigdy nie był całkowicie zwyczajny. Ich związek może być niszczący dla Ministerstwa.

Podejrzani o nielegalny romans, zagrażający wojnie i Ministerstwu.
Uwolnienie z rąk Śmierciożerców: niemożliwe na czas nieokreślony.

Podpisano: Minister Rufus Scrimgeour


Augustus rzucił kartkę Lunie i prychnął wściekle. Zaczął chodzić po celi, a jego kroki odbijały się echem po pomieszczeniu, o niskim sklepieniu, bez okien. Jedyne wyjście z tego więzienia stanowiły mosiężne drzwi, znajdujące się na wprost od Luny. Dostała się tu jakiś tydzień czy dwa temu, ale nic praktycznie się w jej wyglądzie nie zmieniło. Włosy lśniły jak lejące się srebro, skołtunione i w nieładzie, ale nadal piękne. Niebieskie oczy wydawały się jeszcze bardziej wyłupiaste, policzki wychudłe i zapadnięte, ale komponujące się z jej bladą twarzą i małymi, sinymi ustami. Czy można być urodziwym więźniem? Cóż, Luna zawsze łamała wszystkie stereotypy, jakie one by nie były.
Spojrzała na kartkę i z trudem, przeczytała tekst. Światło tu było nikłe. Potem przeniosła wzrok na swojego oprawcę. Kosmyki niesfornych włosów opadły mu na czoło. Szybko się denerwował. No cóż, był w końcu Śmierciożercą. „Czy Śmierciożercy muszą się szybko denerwować? Może istnieje jakiś regulamin…?”, niemal straciła wątek, jak to często robiła, ale otrząsnęła się szybko, co było dziwne w jej przypadku.
-I co z tego?- głos miała zachrypnięty.
-Ministerstwo jest tak bezsensowne, że nawet o to będzie się wykłócać.- zmrużył oczy.-Jakby nie mieli ważniejszych spraw na głowie.
-Wojna to ważna sprawa. Prawda?- objęła go niewinnym spojrzeniem.
Najpierw przyglądał się jej przez chwilę, zapewne zastanawiając się, czy mówi poważnie, a potem roześmiał się nerwowo.
-Co oni mogą zrobić Śmierciożercy?
-Nic nie mogą mi zrobić, ale wkurzyli mnie.
-Nie lubisz być wkurzony?
Znowu przeszył ją spojrzeniem i znowu roześmiał się.
Co było w tym śmiesznego? Nie rozumiała tego. Podszedł do niej i uklęknął, żeby spojrzeć jej w oczy. Delikatnie przesunął palcem po jej dłoni. Wyjął z kieszeni różdżkę i dotknął nią jej skóry. Przeszył ją ból, ale zamiast zacisnąć zęby i zamknąć oczy, jeszcze szerzej otworzyła oczy i skierowała wzrok na jego twarz, badając dokładnie jego szare oczy i ostre rysy, wysunięty pewnie podbródek i zaciśniętą szczękę. Bo ona z a w s z e robiła wszystko na odwrót. Inaczej nie potrafiła. W końcu nazywała się Luna. Luna Lovegood. A to do czegoś zobowiązywało. Odsunął się od niej, zerknęła na swoją rękę.
Na jej skórze wyryty był brutalnie napis, który wywołał w niej mieszane uczucia:

Śmieszna Wariatka

Nie wiedziała czy się śmiać, czy płakać.
-To dowód uznania czy szyderstwa?- spytała.
Znowu roześmiał się i wyszedł.
Śmierciożercy mieli paskudny zwyczaj nieodpowiadania na jej pytania i wychodzenia, a to jej się nie podobało. Kiedy wrócił, rzuciła mu pytające spojrzenie. Myślami wróciła do kartki. Przecież oni nie mieli romansu. Podniosła się z trudem, a on zrobił niebezpieczny ruch i wyciągnął różdżkę. Niezrażona podeszła do niego, kiwając się lekko. Objęła dłońmi jego twarz. Otworzył szeroko usta w wyrazie zdziwienia.
-Informacje trzeba potwierdzać. Informacja bez pokrycia jest nic nie warta.- powiedziała mu tonem, jaki matki używają do tłumaczenia „spraw dla dorosłych” dzieciom.
Zbliżyła się do niego nieśmiało i pocałowała go delikatnie. Przyciągnął ją do siebie i objął w pasie. Różdżka wypadła mu z ręki. Śmierdział Ognistą i dymem papierosowym, ale smakował jej bardziej niż mięso testralom. Zachłannie wplótł rękę w jej włosy. W brzuchu poczuła coś na kształt motylków. Oderwała się od niego i wróciła na swoje miejsce jak gdyby nigdy nic.
-Teraz informacja o romansie jest potwierdzona.- powiedziała, a w jej oczach kryło się zwykłe rozmarzenie z domieszką czegoś niezwykle nowego.
-A-a-a…- jąkał się Augustus.
Luna Lovegood potrafiła wprawić w zakłopotanie nawet wieloletniego Śmierciożercę. Z pewnością, gdyby stanęła przed Voldemortem, ten trafiłby do św. Munga po kilku minutach rozmowy. Tak działała Luna.  

_____________________________________________________  
Miało być dłuższe, ale po pierwsze: pewnie bym to zepsuła, przedłużając to, a po drugie: ostatnio jakoś nie mogę pisać. Przepraszam. Chciałam podkreślić absurd działania Ministerstwa, ale chyba nie wyszło xD

~~Księżniczka Półkrwi

czwartek, 25 lipca 2013

Nocka.

 Nie był przeciętny ani zwykły, było w nim to coś, coś tajemniczego, co ją korciło aby poznać go bliżej, zgłębić jego myśli. Nie wiedziała co do niego czuje, lecz to na pewno nie był dla niej tylko mentor.Od śmierci Albusa Dumblerdore'a mijały dni, miesiące, lata, a przysięga wciąż była aktualna ... to znaczy ... Miał chronić do końca życia ?... Musiał. 
W Wielkiej Sali panował rutynowy tłok. Usiadła między świeżo upieczoną dyrektorką Minerw'ą McGonnagall a pustym miejscem Severusa Snape'a. Tradycyjnie nalała sobie kieliszek wina sobie i jemu, to było rozluźnieniem dla obojga. On musiał zgrywać strasznego, napuszonego Mistrza Eliksirów, a ona musiała nie tracić cierpliwości na posadzie Nauczyciela obrony przed czarną magią. Po tym jak Hermiona stawiła czoła Voldemort'owi, kiedy zgładził Harry'ego, udało się jej go pokonać lecz z pomocą zamaskowanego człowieka, Albus dał jej posadę w Szkole Magii i Czarodziejstwa i nakazał chronić ją Severus'owi. Dlatego,że spora ilość Śmierciożerców postanowiła posiąść na niej zemstę. Z zamyślenia ocucił ją krzyk, krzyki, krzyki, które dochodziły z korytarza. Bez chwili namysłu pobiegła w stronę dźwięków. Ominęła opuszonych blaskiem świec uczniów, i jednego skrzata ,którego o mało co nie staranowała. Na korytarzu jej oczom ukazała się ciemna postać jej westchnień i dwójka małolatów. Podeszła przełykając ślinę, dwoje dzieci boją się nauczyciela. Podeszła bliżej i zrozumiała, że to nie są wcale dzieci. 
- Profesorze Snape, dowiem się o co chodzi? - Zapytała mrugając złośliwie raz na nauczyciela, a raz na dwójkę piąto-rocznych Puchonów na klęczkach.
- Ależ oczywiście - mruknął kładąc ręce na biodra.- Da dwójka bachorów próbowała wkraść się do pokoju prefekta!- odpowiedział.
Kobieta wybuchła śmiechem. Podeszła do uczniów i lekko im pomogła wstać. Zwróciła się w stronę przedmówcy. 
-To jest pan Devemill , jest nowym prefektem Hufflepuff'u.- Po tych słowach dzieci uciekły, a Snape poczerwieniał. 
- Do lochów, ale już! - Zniknął, ona prychnęła pogardliwie i ruszyła w stronę lochów. Jej zielona szata lekko wiła się za nią, a gdy wyczuła chłód zaczęła wirować. Weszła tak jak zawsze, bo w końcu tu mieszkała. Przeszła przez gobelin i znalazła się w komnacie Severusa. Siedział na ciemnozielonym fotelu. Założyła ręce na piersiach i stanęła w rozkroku. 
- Jestem. - zaczęła 
- Widzę. - Wziął do ręki butelkę ognistej.
- Czego pan chciał? 
- Porozmawiać. - warknął 
- Może trochę jaśniej.
Wziął do ręki różdżkę i zapalił świece. 
- Pasuje? Usiądź- wskazał ręką fotel, zrobiła to. 
- O co panu chodzi? 
Wziął łyk alkoholu. Wstał i oparł się rękoma o fotel, by uwięzić Hermionę. Patrzeli sobie w oczy dobrą minutę. Dotykali się nos w nos. Pierwsza musnęła jego usta, a on pogłębi pocałunek. Odessali się od siebie, a on wziął kolejny łyk trunku. Złapał ją za pośladki i jednym zwinnym ruchem zaniósł do sypialni. Na środku stało wielkie łoże starannie pościelone co do cala. Rzucił ją na nie.Położył się na nią podtrzymując się rękoma. Skromnie dotknął jej ust, a ona lekko je uchyliła dając pozwolenie na dalsze igraszki. Ich języki zaczęły współgrać, ożywać. Jej ręka wplątała się w jego aksamitne włosy, a druga zaczęła powoli rozpinać jego surdet. Nie pozostał jej bierny. Lekko odpinał guziki jej szaty, po czym oboje z nich byli w samej bieliźnie. Ponownie zaprzestali pocałunek. Zaczął lizać, muskać skórę jej szyi. Chciała go poznać , poczuć, zlizywała każdą kropelkę potu z jego czoła, masując jego barki. Całował jej obojczyki, dekold. Włożył rękę pod jej plecy i odpiął jej stanik. Oczom Snape'a ukazały się dwa, równe, duże półkola. Była ładna, symetryczne ciało, lekko zaokrąglone uda... cud... Zaczął muskać jej sutki, przygryzał je lekko a z jej ust wydobył się cichy jęk. Uniósł się wyżej , aby mruknąć jej w usta, na znak zadowolenia i ponownie wpił się w nią. Zaczął ręką sięgać niżej i niżej, dotarł na swój cel. Palcem zaczął masować jej łechtaczkę. Jęknęła głośniej i jeszcze raz. Musnął miękkie miejsce językiem, po czym z niej uwolnił się ryk podniecenia. Wsadził palec głębiej, lecz napotkał przeszkodę. Spojrzał wyżej.
- Dziewica?- Uniósł brew. Zarumieniła się i odsunęła wzrok. 
- Nie martw się, to zaszczyt.- Ucałował jej udo. Zdjął swoją bieliznę. Masował lekko nasadę, i jednym ruchem wbił się w nią. Jęczała , krzyczała i warczała,  a on jedynie mruczał w jej usta, całując ją spokojnie. Usłyszał słowa " mocniej" i wziął się do roboty. Zaczął wyciągać i wkładać swojego penisa jeszcze szybciej , najwidoczniej dla niej było to za mało, ruszała biodrami w przód i w tył w znanym geście. Jęczała głośniej, aż w końcu od środka zaatakował ją ciepły płyn. Zaczęła całować namiętnie Severusa. On wyrwał się z niej i opadł obok łóżka. kochali się jeszcze długo, aż w końcu opadli z sił. Hermiona wtuliła się w klatę kochanka. Oboje oddali się w objęcia Morfeusza.  

Blask słońca przedzierał się do komnat budząc Hermion'ę Granger nie litościwie. Przymrużyła oczy, po czym lekko je otworzyła. Ukazał się jej biały jak kreda tors. Uniosła wzrok i poczuła na sobie parę głębokich, ciemnych oczu. Severus Snape. Wzdrygnęła się. On przekręcił oczyma.
- Znowu, brzydzisz się mnie, prawda? - zapytał swym aksamitnym tonem. 
- Nie o to chodzi, profesorze Snape. - Uśmiechnęła się lekko , a jej oczy zaczęły wędrować po suficie, ścianach aż dotarły na podłogę. Dziesięć butelek ognistej. 
- Severusie. 
- Proszę ? 
- Mów mi Severusie. Zawsze. - Uśmiechnął się łapczywie i ucałował ją w piegowaty nos. 
- A, więc Severusie. Nie wiem co wczoraj po między nami zaszło. Zapewne cię upiłam, a teraz myślisz o mnie coś w stylu "dziwka" , ale nie. Naprawdę nie mam pojęcia co z nami wczoraj było, ale - Przełknęła ślinę - podobasz mi się od dawna.I nie, to nie jest zauroczenie. 
  - Głupiutka gryfonka! Spójrz. - Złapał ją za podbródek i rozkazał spojrzeć jej w oczy. Widziała , widziała co zrobiła tamtego wieczoru. Ujrzała coś czego już nigdy nie będzie żałować, i parę innych rzeczy o uczuciu swojego Severusa...
- Hemiono, mamy większy problem. 
- Jaki ? - Powiedziała wciąż wtulona 
- Od wczoraj nie byliśmy na lekcjach a dziś jest już dwunasta. A dobrze wiesz, że nasza Minnie jest troszkę poddenerwowana.- mruknął. Oboje natychmiast zerwali się z łóżka.... 

W tym samym czasie dwójka chłopców w żółto-czarnych krawatach ucięło gawędkę.

-Jak myślisz stary co zrobił z profesor Granger? 
- Nie wiem, ale przeczuwam, że nie mamy już belferki
-Chyba tak, więc minuta ciszy dla tej co uratowała nas od śmieci ze Snape'm...
___________________________________

Totalus niekompletus ! ;_; Nie podoba mi się to ...

~~ Oddana Snaperka

Morderca - część pierwsza

Ciemna sylwetka, jak cień przemknęła ścieżką. Zakazany Las wyglądał bardziej ponuro niż zwykle, kilka nietoperzy zapiszczało pośród sylwetek drzew, gdzieś cicho zahukała sowa. Upiorny widok. Powietrze było mroźne tej nocy, mgła unosiła się wokół ogromnego zamku, w którego oknach wesoło błyskały światła. Dumny centaur tupnął niespokojnie kopytem, a wokół jego nozdrzy unosiła się widoczna mgiełka. Oddychał szybko i niespokojnie, jakby spodziewał się czegoś złego, jakby coś mówiło mu, że powinien odejść. On jednak obiecał Dumbeldore’owi pilnować terenu wokół zamku. Nie pasowało to do charakteru centaurów, ale czasy się zmieniły. Mroczne czasy. Dlatego centaury postanowiły, choć w małym stopniu pomóc i dyskretnie, stojąc małymi grupkami na skraju lasu, wpatrywały się w ciemność.
Pół człowiek-pół koń podniósł głowę do góry i spojrzał w niebo, na złowróżbne gwiazdy. Nie zdążył prawidłowo odczytać wróżby. Cień zbliżył się ku niemu, błysnęło czarne oko. Centaur chciał zawiadomić resztę. Uniosła się różdżka i wraz z błyskiem krzywych zębów rozciągniętych we wrednym uśmiechu promień trafił w biedne stworzenie, które zaczęło zwijać się z bólu, zanim jednak wydało pierwszy krzyk, cień posłał kolejne zaklęcie i w oczach centaura odbiła się pustka. Jego oczy oglądały teraz gwiazdy, nie widząc ich jednocześnie. Cień zaśmiał się cicho, kopnął ciało bezbronnego i odszedł szybko, przemykając pośród drzew.
Jedno, co udało się Czarnemu Panu, to osłabić Hogwart. Po ostatniej bitwie Dumbeldore nie był w stanie wrócić szkole dawnej ochrony, nadal nie można się była bezpośrednio się na jej teren aportować, ale zdecydowanie prosto można się było do niej zakraść.
Cień ostrożnie przeszedł obok centaurów, które prychały cicho i dobrze wyczuwały co się dzieje, choć nie chciały robić niczego pochopnie. Cień wszedł bez problemu na błonia. Była to Bellatrix Lestrange. Szła pewnym krokiem, choć nerwowo spoglądała na boki, twarz miała spokojną i była pewna siebie. Blask księżyca padł na jej twarz. Ostry podbródek uniosła dumnie i wyzywająco spoglądała w okna, gdzie prawdopodobnie znajdowała się wieża Gryfonów. Jej twarz była chuda, rysy miała niesamowicie ostre, kości policzkowe wydatne, usta duże i piękne. Tliła się w niej jakaś uroda, mimo zniszczonej cery, mimo szaleńczego błysku w ciemnych oczach, mimo krzywych zębów, pozostałych po wielu latach spędzonych w Azkabanie, mimo nerwowego drgania jej mięśni twarzy. Kiedyś była piękna i to było faktem. Teraz długie, pokręcane w loki włosy miała skołtunione, w nieładzie opadały jej na ramiona. W ręku ściskała gorączkowo różdżkę. Aż ją świerzbiło, żeby rzucić na kogoś zaklęcie, ale nie było nikogo w pobliżu.
Nagle usłyszała kroki. Schowała się za ścianę, a po chwili wychyliła głowę. Hermiona Granger wyjrzała spod materiału peleryny-niewidki. Oczy miała zaczerwienione od płaczu, włosy splątane, nieokiełznane zasłaniały jej częściowo twarz. Bellatrix uśmiechnęła się chytrze. „Mała, słodka szlama do torturowania…”, zamruczała z przyjemnością.
Obejrzała się za siebie i w bok, a kiedy stwierdziła, że nikogo nie ma, wyskoczyła  zza ściany, tak szybko, by zasłonić usta Hermiony ręką i zatrzasnąć ją w żelaznym uścisku, wychudzonych, choć silnych ramion.
-Nie krzycz, kotku.- wyszeptała jej do ucha.-Bo i ciebie zabiję i wszystkich, których kochasz. Ale najpierw się pobawimy.
Hermiona nie miała odwagi ani drgnąć. Zrobiła buntowniczą minę, ale pomyślała o nieobliczalności pani Lestrange i o swojej rodzinie. Skinęła powoli głową, na znak, że będzie posłuszna.
-Świetnie.
Bellatrix wyszeptała jakieś zaklęcie, co odebrało Hermionie głos. Nawet jeśli chciałaby krzyczeć, nie mogłaby. Po chwili poczuła jak siły ją opuszczają, jak wszystko się zamazuje, jakby nigdy nie istniało. Wiedziała już, co to znaczy. Imperius. Nie było sensu się opierać, nie wzięła ze sobą różdżki, więc i tak nie miałaby szans. Och, jaka była głupia!
Jak we mgle widziała jak Bellatrix poprowadziła ją lasem, a potem przed bramę Hogwartu. Chciała krzyknąć, chciała zrobić cokolwiek, ale nie mogła. Zniewolenie było gorsze od tortur, odebranie wolnej woli cięższe niż męczarnie.
Poczuła to dziwne uczucie, które zawsze towarzyszyło jej przy aportacji, a kiedy otworzyła oczy, jedyne słowa, jakie jej przyszły na myśl, to: przepych i Malfoy. Znajdowały się w Malfoy Manor. Wkroczyły do domu, a upiorny śmiech Bellatrix rozniósł się po dużym pomieszczeniu. Czarownica złapała Hermionę za rękę i poprowadziła do góry, schodami. Zdjęła z niej uprzednio rzucone zaklęcia i uśmiechnęła się niewinnie.
-Teraz już możesz swobodnie krzyczeć, nikt cię nie usłyszy.- szepnęła.
Hermiona cofnęła się, byle dalej od niej. Bellatrix z lubością pogładziła różdżkę, którą ściskała kurczowo w dłoni i rzuciła się na nią, przygniatając ją swoim ciężarem. Upadając, Hermiona uderzyła tyłem głowy w zimną posadzkę. Syknęła z bólu, ale Bellatrix uśmiechnęła się tylko paskudnie. Cieszył ją każdy syk bólu, każdy jęk i każdy krzyk. Wieloletnie służenie Czarnemu Panu właśnie tak działało. Poza tym, kochana Bella zawsze miała skłonności do bezpodstawnego okrucieństwa.
Ciemnowłosa przesunęła różdżką po policzku Hermiony. Wyszeptała jakieś zaklęcie. Gryfonka poczuła przejmujący ból, policzek palił ją niemiłosiernie i równie dobrze mogła umrzeć. Uparcie zaciskała usta, nie chciała dać satysfakcji swojemu oprawcy.
-Czemu nie krzyczysz?- Bella zrobiła minę jak rozkapryszone dziecko. Zbliżyła się, a Hermiona poczuła jej oddech na swoim policzku.-Krzycz. Krzycz.
Gryfonka pokręciła głową ze złością, czując coraz większy ból na policzku.
-Nie?- ponownie pokręciła głową.-Nie chcesz się ze mną pobawić, mała szlamo?! Jak to?! Jak ty to sobie wyobrażasz? Masz się bawić, masz krzyczeć, rozumiesz?!
Znowu to przeczące pokręcenie głową.
-Kotku, jakaś ty naiwna…- wymruczała Bellatrix.-A mówią, że jesteś mózgiem w tej całej Złotej Trójcy.
Uniosła różdżkę i wypowiedziała zimnym głosem zaklęcie. Hermiona starała się myśleć o czymś, żeby odwrócić uwagę od tego przejmującego bólu, jaki nią zawładnął. Tak mocno zaciskała usta, że pociekła z nich ciemna strużka krwi, z oczu mimowolnie ściekały łzy. Bellatrix wpatrywała się w to z lubością i śmiała się, a jej okropny śmiech komponował się z krzykiem, który w końcu przeszył powietrze. I krzyk ten wydawał się wolnością, upustem emocji, odejściem od bólu… Ale tylko chwilowym. Potem krzyk ten stał się tylko męczarnią. I na to czekała Bellatrix. Uniosła różdżkę po raz drugi… Ale za nim rzuciła kolejne zaklęcie obie usłyszały kroki.
Bellatrix podniosła się, ale Hermiona za bardzo była zajęta wciąż trwałym wspomnieniem bólu, by odczuć ulgę. Starała się podnieść głowę. Przekręciła się na bok i skuliła w sobie, ale widziała przybyłą postać.
Wysoki, w czarnych szatach, powiewających za nim jak skrzydła nietoperza, o niskim, głębokim i dlatego przerażającym głosie, o ciemnych cieniach pod przenikliwymi oczyma. Choć ból przeszywał jej ciało, starała się myśleć trzeźwo.
-Bella, coś ty zrobiła? Kogo przyprowadziłaś?- syknął profesor Snape.
-Ładna, prawda? Ale ci jej nie oddam, bo sama ją przyprowadziłam.- zadeklarowała jak małe dziecko, mówiące o lalce.
-Bella, to jest Granger!
-No, wiem.
-I uważasz, że to w porządku? Co by na to powiedział Czarny Pan?
-Czarny Pan kazał mi ją tu sprowadzić. Powiedział, że mogę się z nią pobawić.
Nagle mina Snape’a uległa zmianie. Złość ustąpiła miejsca spokojowi. Uniósł jedną brew i dotknął ramienia Bellatrix, co Hermiona uznała za obleśne. Przesunął smukłym palcem po jej policzku.
-Oddaj mi ją.- szepnął jedwabistym głosem, tuż przy jej uchu.
Do Hermiony dotarła ta informacja i jedna łza spłynęła po jej policzku.
-Nie oddam ci jej! To nie jest sprawiedliwe! To moja zabawka!- Bella prychnęła wściekle.
Snape z błyskiem w oku przyciągnął ją do siebie, a jego ręka delikatnie zsunęła się od jej obojczyka aż do dołu brzucha. Bella uśmiechnęła się wrednie i położyła swoją dłoń na jego dłoni.
-Starasz się mnie uwieść?
-Nie, ja chcę tylko, żebyś oddała mi Granger.- ostrożnie zagryzł płatek jej ucha.
Bellatrix wbiła paznokieć w jego policzek, strużka ciemnej krwi spłynęła po jego skórze. Bella zlizała ją, ale Snape nawet nie drgnął.
-No, niech ci będzie.- szepnęła i zagryzła jego dolną wargę.
Snape odsunął się od niej i wziął Hermionę na ręce. Jęknęła przeciągle, cała była obolała. Bellatrix zrobiła obrażoną minę, ale po chwili oboje usłyszeli jej krzyk:
-Rookwood, pobawisz się ze mną?!
Hermiona jak przez mgłę widziała mijających ich Śmierciożerców. Szli jakimś dziwnym korytarzem, a choć dom był ponury, wydawał się bogaty w przepych. Snape otworzył drzwi jakiegoś pokoju. Gryfonka nie zwracała uwagi na wystrój pokoju, profesor położył ją na łóżku, poczuła się odrobinę lepiej i to było najważniejsze. Rzucił kilka zaklęć i podszedł do niej. Jego zabawka…
-Proszę… nie…- szepnęła cicho.
Uniósł różdżkę i nagle przyszło ukojenie. W co on pogrywał? Chciał, żeby opuścił ją ból po zaklęciach Bellatrix, by sam mógł sprawić jej nowy? Skuliła się w sobie.
-Granger, ty kretynko, nic ci nie zrobię.- syknął.
Hermiona zdziwiła się.
-Rusz tą swoją podobno genialną głową, co?- zironizował.-Co ty robiłaś sama na zewnątrz zamku w środku nocy?
Właściwie po takim bólu, po tym wszystkim już było jej wszystko jedno.
-Ron mnie zdradził.- wyszeptała tak cicho, że niemal nie usłyszał.
-I co?
-Nawet nie wie pan jak to boli, gdy on… ughh…- schowała twarz w dłoniach. Głos jej drżał.
-Dobrze wiem.- warknął.-Musiałaś być taka naiwna? Lekkomyślna? Głupia?
-Przepraszam…
-Dostałaś nauczkę.- skrzywił się.
Załkała cicho. Dobrze wiedziała, że postąpiła głupio, ale widok jej pierwszej miłości, obściskującej się z byle pierwszą Gryfonką, wypominanie jej zimna, chłodu… To sprawiło, że traciła chęci do życia. Snape westchnął ciężko i przytulił ją delikatnie.
-Dotykał pan Bellatrix.- szepnęła w jego czarną szatę.
-Zamknij się, bo cierpliwość mnie opuści i rzucę cię na pożarcie Greybackowi. Jasne?
Skinęła głową. Spojrzała w jego twarz. Czarne, bystre oczy, głębokie i zimne jak studnie, interesujące… Równie ciemne włosy okalały jego pociągłą, chudą twarz. Miał wąskie, ale delikatnie zarysowane usta i wydatny, garbaty nos. Po policzku nadal ciekła mu krew. Dotknęła rany ostrożne. Jego twarz wykrzywił grymas bólu. Zbliżyła się do niego i złożyła słodki pocałunek na świeżej ranie, a było to tak bardzo niepodobne do tego, co zrobiła dzika Bellatrix, że wzdrygnął się mimowolnie.
-Dziękuję, że mnie pan stamtąd zabrał.
Odsunął ją od siebie brutalnie.
-Nie masz pewności, czy nie będę twoim mordercą, twoim katem.- powiedział ponuro. 

_____________________________________
Zwykle nie dzielę ficków na części, ale po prostu nie chciało mi się tego kończyć, a blog nie może stać taki pusty, prawda? :D Pierwsza notka. Najgorzej nie jest, ale nie jest też najlepiej.

~~Księżniczka Półkrwi 

poniedziałek, 22 lipca 2013

Witaj, Czytelniku, który miałeś na tyle odwagi i chęci by poświęcić nam chwilę


Oto nowy blog w wielkiej sieci zwanej Internetem! Piszą go dwie urocze kobietki (skromność przede wszystkim) :D Wracając do tematu - Jest to blog, na którym będziemy zamieszczać nasze opowiadania HP (Harry Potter). Składacie zamówienia - my piszemy (http://korytarzami-hogwartu.blogspot.com/p/sowiarnia.html). Powinien być slogan. Ech... Może jeszcze parę słów o autorkach. 
Pełne pasji, życiowe młode kobiety mieszkające na dwóch odległych końcach świata odkryły, że ich zamiłowaniem jest Snape - najprzystojniejszy na tej planecie nauczyciel i świat stworzony przez panią Rowling. Kochające rock, Snape'a, i Sevmione (do tego wrócę potem) postanowiły przelać swoje myśli na klawiaturę, niszcząc tym umysły czytelników.    

Wracając do poprzedniego zdania. Głównie piszemy Sevmione (Severus i Hermiona), więc tego tutaj powinno być najwięcej, ale nie ograniczamy się tylko do tego parringu/opowiadań. 

Wchodzisz na bloga, więc coś musiało Cię do tego skłonić. Coś Cię zainteresowało, więc dobrze by było skomentować, skrytykować, ocenić. Oczywiście nikogo do niczego nie zmuszamy, ale wszystkie opinie są mile widziane. 




~~Księżniczka Półkrwi
~~Oddana Snaperka