-To tyle na dziś. Dziękuje za lekcje.- radośnie zakwiczał wysoki mężczyzna trzaskając książką o swoje palce, powodując tym grymas na twarzy. Robił tak zawsze, lecz do tej pory nikt nie wie dlaczego. Klasa powoli się wyludniała, a ławki lśniły czystością. Darzył szacunkiem uczniów, a uczniowie go. Nikt się nie bał tego nauczyciela, wręcz przeciwnie, każdy go ubóstwiał. Przyjemnie prowadził zajęcia, mało zadawał. Jednym słowem - Nauczyciel Doskonały. Zaczął błądzić oczami po pomieszczeniu. Gdy natknął się na trzy rudawo-brązowe czupryny, ze Slytherin'u uśmiechnął się szatańsko, a jego oczy zrobiły się wściekle czerwone.
Katie, Nicole i Rose, trzy przyjaciółki, Ślizgonki. Wszystkie są córkami Śmierciożerców, z resztą jak połowa dzieciaków w Slytherin'ie. Poznały się tu, w Wielkiej Sali, przy stole. Pierwsze spotkanie, dokładnie w miejscu, gdzie od siedmiu lat tkwi talerz zrumienionych tostów. Było to ich "stałe" miejsce. Kolejnego ranka, usiadły w tym samym miejscu. Dokładnie na przeciwko stołu nauczycielskiego, gdzie mogły przeszywać wzrokiem każdego z nich. Dumbledore jak zwykle patrzył na każdego z uczniów, dbając by niczego im nie zabrakło. Minerwa plotkowała z Aurorą o tym jak to jej ciężko, babskie plotkary. Wszystko wyglądało prawie tak samo, pomijając fakt, że Mistrz Zaklęć katował swojego pomidora. Wielki, mosiężny zegar wybił godzinę ósmą, a stada różnobarwnych sów wleciało przez wszystkie okna.
- To nie jest śmieszne.- Nicole zaprotestowała, masując skronie.
- Oj, daj spokój. To jak ta sowa rudzielców cię zdzieliła po głowie było zabawne.- Rose w pocieszeniu poklepała ją po głowie. Trzy przyjaciółki wstały od stołu i skierowały się w stronę wyjścia, zatrzymał je piskliwy głos.
- Kate! Kate! Nicol! Rose! - Wykrzyczała zdyszana dziewczyna zgięta w pół podpierająca się o kolana. Dziewczyny automatycznie obróciły się w jej stronę. Była to Natalie. Ślizgonka czystej krwi, która na piersi dumnie nosiła odznakę Prefekta Naczelnego. Żebyście zobaczyli minę Hermiony kiedy dowiedziała się o tym kto nim został. Natalie była piękną kobietą dlatego zmieniała chłopaków jak skarpetki. Włosy dziewczyny płynnie falowały z każdym jej ruchem. Zazwyczaj nosiła sukienki bez dekoltu sięgające nie dalej niż do kolan. Natalie miała trudny charakter, można było wiele o niej powiedzieć i równie dużo jej zarzucić. Często była kapryśna i surowa, ale kiedy przyszło co do czego niechętnie okazywała dobroć.
- Co się dzieje?- Spytała jedna z dziewczyn.
- Pokój życzeń... szybko... - odparła kasztanowłosa teatralnie się prostując.
Minęły kręte korytarze, schody i inne alejki, aż doczłepały się do Pokoju Życzeń. Kate stanęła przed wielkimi drzwiami, które lekko pchnęła. Spojrzała w dal i stanęła murem.
- Co jest?- Wyszeptała Ślizgonka o brązowych oczach. Nicole była najniższa z gromady, ale za to Merlin odpłacił się jej urodą. Zawsze miała rozpuszczone włosy, a grzywkę miała spiętą.
Rose pchnęła drzwi mocniej i weszła sama do środka. Lekko postukiwała obcasami i machała różdżką. Pomieszczenie wypełniło białe światło, a reszta dziewczyn została wessana do środka.
Kocham wasze opowiadania i prosze tylko o jedno,publikujcie tutaj dalej,bo są ludzie którzy was czytają :*
OdpowiedzUsuńwróć
OdpowiedzUsuńFeatherAuror