środa, 31 lipca 2013

Potwierdzona informacja

Dla "MedulliOblongaty"


Lovegood Luna. Lat osiemnaście. Pełnoletnia, a jednak wykazująca niepokojące zachowania osoby niespełna rozumu. Wygadująca podejrzane rzeczy, wyssane z palca. Członkini Zakonu Feniksa, Krukonka.  
Rookwod Augustus. Lat czterdzieści osiem. Rozważny, choć potencjalnie nienormalny. Śmierciożerca, o paskudnych pobudkach. Niewymowny w Ministerstwie, podwójny agent pracujący dla Voldemorta. Ślizgon.

Teraz, gdy mamy za sobą wprowadzenie, przedstawiające podejrzanych, możemy przejść do rzeczy. Luna Lovegood nigdy nie była normalną dziewczyną. Augustus Rookwod również nigdy nie był całkowicie zwyczajny. Ich związek może być niszczący dla Ministerstwa.

Podejrzani o nielegalny romans, zagrażający wojnie i Ministerstwu.
Uwolnienie z rąk Śmierciożerców: niemożliwe na czas nieokreślony.

Podpisano: Minister Rufus Scrimgeour


Augustus rzucił kartkę Lunie i prychnął wściekle. Zaczął chodzić po celi, a jego kroki odbijały się echem po pomieszczeniu, o niskim sklepieniu, bez okien. Jedyne wyjście z tego więzienia stanowiły mosiężne drzwi, znajdujące się na wprost od Luny. Dostała się tu jakiś tydzień czy dwa temu, ale nic praktycznie się w jej wyglądzie nie zmieniło. Włosy lśniły jak lejące się srebro, skołtunione i w nieładzie, ale nadal piękne. Niebieskie oczy wydawały się jeszcze bardziej wyłupiaste, policzki wychudłe i zapadnięte, ale komponujące się z jej bladą twarzą i małymi, sinymi ustami. Czy można być urodziwym więźniem? Cóż, Luna zawsze łamała wszystkie stereotypy, jakie one by nie były.
Spojrzała na kartkę i z trudem, przeczytała tekst. Światło tu było nikłe. Potem przeniosła wzrok na swojego oprawcę. Kosmyki niesfornych włosów opadły mu na czoło. Szybko się denerwował. No cóż, był w końcu Śmierciożercą. „Czy Śmierciożercy muszą się szybko denerwować? Może istnieje jakiś regulamin…?”, niemal straciła wątek, jak to często robiła, ale otrząsnęła się szybko, co było dziwne w jej przypadku.
-I co z tego?- głos miała zachrypnięty.
-Ministerstwo jest tak bezsensowne, że nawet o to będzie się wykłócać.- zmrużył oczy.-Jakby nie mieli ważniejszych spraw na głowie.
-Wojna to ważna sprawa. Prawda?- objęła go niewinnym spojrzeniem.
Najpierw przyglądał się jej przez chwilę, zapewne zastanawiając się, czy mówi poważnie, a potem roześmiał się nerwowo.
-Co oni mogą zrobić Śmierciożercy?
-Nic nie mogą mi zrobić, ale wkurzyli mnie.
-Nie lubisz być wkurzony?
Znowu przeszył ją spojrzeniem i znowu roześmiał się.
Co było w tym śmiesznego? Nie rozumiała tego. Podszedł do niej i uklęknął, żeby spojrzeć jej w oczy. Delikatnie przesunął palcem po jej dłoni. Wyjął z kieszeni różdżkę i dotknął nią jej skóry. Przeszył ją ból, ale zamiast zacisnąć zęby i zamknąć oczy, jeszcze szerzej otworzyła oczy i skierowała wzrok na jego twarz, badając dokładnie jego szare oczy i ostre rysy, wysunięty pewnie podbródek i zaciśniętą szczękę. Bo ona z a w s z e robiła wszystko na odwrót. Inaczej nie potrafiła. W końcu nazywała się Luna. Luna Lovegood. A to do czegoś zobowiązywało. Odsunął się od niej, zerknęła na swoją rękę.
Na jej skórze wyryty był brutalnie napis, który wywołał w niej mieszane uczucia:

Śmieszna Wariatka

Nie wiedziała czy się śmiać, czy płakać.
-To dowód uznania czy szyderstwa?- spytała.
Znowu roześmiał się i wyszedł.
Śmierciożercy mieli paskudny zwyczaj nieodpowiadania na jej pytania i wychodzenia, a to jej się nie podobało. Kiedy wrócił, rzuciła mu pytające spojrzenie. Myślami wróciła do kartki. Przecież oni nie mieli romansu. Podniosła się z trudem, a on zrobił niebezpieczny ruch i wyciągnął różdżkę. Niezrażona podeszła do niego, kiwając się lekko. Objęła dłońmi jego twarz. Otworzył szeroko usta w wyrazie zdziwienia.
-Informacje trzeba potwierdzać. Informacja bez pokrycia jest nic nie warta.- powiedziała mu tonem, jaki matki używają do tłumaczenia „spraw dla dorosłych” dzieciom.
Zbliżyła się do niego nieśmiało i pocałowała go delikatnie. Przyciągnął ją do siebie i objął w pasie. Różdżka wypadła mu z ręki. Śmierdział Ognistą i dymem papierosowym, ale smakował jej bardziej niż mięso testralom. Zachłannie wplótł rękę w jej włosy. W brzuchu poczuła coś na kształt motylków. Oderwała się od niego i wróciła na swoje miejsce jak gdyby nigdy nic.
-Teraz informacja o romansie jest potwierdzona.- powiedziała, a w jej oczach kryło się zwykłe rozmarzenie z domieszką czegoś niezwykle nowego.
-A-a-a…- jąkał się Augustus.
Luna Lovegood potrafiła wprawić w zakłopotanie nawet wieloletniego Śmierciożercę. Z pewnością, gdyby stanęła przed Voldemortem, ten trafiłby do św. Munga po kilku minutach rozmowy. Tak działała Luna.  

_____________________________________________________  
Miało być dłuższe, ale po pierwsze: pewnie bym to zepsuła, przedłużając to, a po drugie: ostatnio jakoś nie mogę pisać. Przepraszam. Chciałam podkreślić absurd działania Ministerstwa, ale chyba nie wyszło xD

~~Księżniczka Półkrwi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz