Dla "MedulliOblongaty"
Lovegood Luna. Lat osiemnaście. Pełnoletnia, a jednak wykazująca niepokojące zachowania osoby niespełna rozumu.
Wygadująca podejrzane rzeczy, wyssane z palca.
Członkini Zakonu Feniksa, Krukonka.
Rookwod Augustus. Lat czterdzieści osiem. Rozważny, choć potencjalnie nienormalny. Śmierciożerca, o paskudnych pobudkach.
Niewymowny w Ministerstwie, podwójny agent pracujący dla Voldemorta. Ślizgon.
Teraz, gdy mamy za sobą wprowadzenie, przedstawiające podejrzanych, możemy przejść do rzeczy. Luna Lovegood nigdy nie była
normalną dziewczyną. Augustus Rookwod również nigdy nie był
całkowicie
zwyczajny. Ich związek
może być niszczący dla Ministerstwa.
Podejrzani o nielegalny romans, zagrażający wojnie i Ministerstwu.
Uwolnienie z rąk Śmierciożerców: niemożliwe na czas nieokreślony.
Podpisano: Minister Rufus Scrimgeour
Augustus
rzucił kartkę Lunie i prychnął wściekle. Zaczął chodzić po celi, a jego kroki
odbijały się echem po pomieszczeniu, o niskim sklepieniu, bez okien. Jedyne
wyjście z tego więzienia stanowiły mosiężne drzwi, znajdujące się na wprost od
Luny. Dostała się tu jakiś tydzień czy dwa temu, ale nic praktycznie się w jej
wyglądzie nie zmieniło. Włosy lśniły jak lejące się srebro, skołtunione i w
nieładzie, ale nadal piękne. Niebieskie oczy wydawały się jeszcze bardziej
wyłupiaste, policzki wychudłe i zapadnięte, ale komponujące się z jej bladą
twarzą i małymi, sinymi ustami. Czy można być urodziwym więźniem? Cóż, Luna
zawsze łamała wszystkie stereotypy, jakie one by nie były.
Spojrzała
na kartkę i z trudem, przeczytała tekst. Światło tu było nikłe. Potem przeniosła
wzrok na swojego oprawcę. Kosmyki niesfornych włosów opadły mu na czoło. Szybko
się denerwował. No cóż, był w końcu Śmierciożercą. „Czy Śmierciożercy muszą się
szybko denerwować? Może istnieje jakiś regulamin…?”, niemal straciła wątek, jak
to często robiła, ale otrząsnęła się szybko, co było dziwne w jej przypadku.
-I
co z tego?- głos miała zachrypnięty.
-Ministerstwo
jest tak bezsensowne, że nawet o to będzie się wykłócać.- zmrużył oczy.-Jakby
nie mieli ważniejszych spraw na głowie.
-Wojna
to ważna sprawa. Prawda?- objęła go niewinnym spojrzeniem.
Najpierw
przyglądał się jej przez chwilę, zapewne zastanawiając się, czy mówi poważnie,
a potem roześmiał się nerwowo.
-Co
oni mogą zrobić Śmierciożercy?
-Nic
nie mogą mi zrobić, ale wkurzyli mnie.
-Nie
lubisz być wkurzony?
Znowu
przeszył ją spojrzeniem i znowu roześmiał się.
Co
było w tym śmiesznego? Nie rozumiała tego. Podszedł do niej i uklęknął, żeby
spojrzeć jej w oczy. Delikatnie przesunął palcem po jej dłoni. Wyjął z kieszeni
różdżkę i dotknął nią jej skóry. Przeszył ją ból, ale zamiast zacisnąć zęby i
zamknąć oczy, jeszcze szerzej otworzyła oczy i skierowała wzrok na jego twarz,
badając dokładnie jego szare oczy i ostre rysy, wysunięty pewnie podbródek i
zaciśniętą szczękę. Bo ona z a w s z e robiła wszystko na odwrót. Inaczej nie
potrafiła. W końcu nazywała się Luna. Luna Lovegood. A to do czegoś
zobowiązywało. Odsunął się od niej, zerknęła na swoją rękę.
Na
jej skórze wyryty był brutalnie napis, który wywołał w niej mieszane uczucia:
Śmieszna Wariatka
Nie
wiedziała czy się śmiać, czy płakać.
-To
dowód uznania czy szyderstwa?- spytała.
Znowu
roześmiał się i wyszedł.
Śmierciożercy
mieli paskudny zwyczaj nieodpowiadania na jej pytania i wychodzenia, a to jej
się nie podobało. Kiedy wrócił, rzuciła mu pytające spojrzenie. Myślami wróciła
do kartki. Przecież oni nie mieli romansu. Podniosła się z trudem, a on zrobił
niebezpieczny ruch i wyciągnął różdżkę. Niezrażona podeszła do niego, kiwając
się lekko. Objęła dłońmi jego twarz. Otworzył szeroko usta w wyrazie
zdziwienia.
-Informacje
trzeba potwierdzać. Informacja bez pokrycia jest nic nie warta.- powiedziała mu
tonem, jaki matki używają do tłumaczenia „spraw dla dorosłych” dzieciom.
Zbliżyła
się do niego nieśmiało i pocałowała go delikatnie. Przyciągnął ją do siebie i
objął w pasie. Różdżka wypadła mu z ręki. Śmierdział Ognistą i dymem papierosowym,
ale smakował jej bardziej niż mięso testralom. Zachłannie wplótł rękę w jej
włosy. W brzuchu poczuła coś na kształt motylków. Oderwała się od niego i
wróciła na swoje miejsce jak gdyby nigdy nic.
-Teraz
informacja o romansie jest potwierdzona.- powiedziała, a w jej oczach kryło się
zwykłe rozmarzenie z domieszką czegoś niezwykle nowego.
-A-a-a…-
jąkał się Augustus.
Luna
Lovegood potrafiła wprawić w zakłopotanie nawet wieloletniego Śmierciożercę. Z
pewnością, gdyby stanęła przed Voldemortem, ten trafiłby do św. Munga po kilku
minutach rozmowy. Tak działała Luna.
_____________________________________________________
Miało być dłuższe, ale po pierwsze: pewnie bym to zepsuła, przedłużając to, a po drugie: ostatnio jakoś nie mogę pisać. Przepraszam. Chciałam podkreślić absurd działania Ministerstwa, ale chyba nie wyszło xD
~~Księżniczka Półkrwi
Miało być dłuższe, ale po pierwsze: pewnie bym to zepsuła, przedłużając to, a po drugie: ostatnio jakoś nie mogę pisać. Przepraszam. Chciałam podkreślić absurd działania Ministerstwa, ale chyba nie wyszło xD
~~Księżniczka Półkrwi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz